500 lat mitu i kitu – kredytu i depozytu – artykuł ekspercki
Udostępnij:

500 lat mitu i kitu – kredytu i depozytu – artykuł ekspercki

 
Artykuł ten przedstawia podstawowe umowy funkcjonujące w relacji klient – bank. Opisano w nim różnice pomiędzy depozytem, depozytem nieprawidłowym, pożyczką i kredytem. Ukazuje on jak powszechnie błędnie jest pojmowane pojęcie depozytu, jak jego cel i zadanie zmieniono na przestrzeni wieków i jakie to może mieć konsekwencje dla nieświadomego konsumenta.
 

pcq
…Pewien profesor w mediach powiedział, że akcja kredytowa jest związana z depozytami, ale czy wiedział w jakim stopniu, że tylko w 1-2% (obecnie w Polsce 3,5%) a Kowalski, że założył lokatę czy też wpłacił na depozyt albo, że oszczędza na koncie, ale czy wiedział co tak naprawdę zrobił, bo wszystko co zrobił diametralnie się różni.
 
Jak kobieta (chyba, że mężczyzna kobiecie) kupuje wymarzone futro, to przeważnie nie w celu, aby je pożyczała, aby ktoś inny w nim chodził i je niszczył.
 
Jeżeli ta para idzie na koncert do filharmonii powiedzmy na operę … ale w tym artykule to nie istotne na jaką, ładnie się ubiera, wychodzi i wchodząc do filharmonii rozgląda się i… jest – szatnia, to tu zdeponuje (odda do depozytu) swoje drogie futro, mając zaufanie do szatniarza, że rzecz odpowiednio przechowa, zadba, przypilnuje – z a g w a r a n t u j e, że po spektaklu odbierze swoją własność w idealnym stanie. Za usługę zapłaci i zadowolona para oddali się do domu. Każdy powie no tak, przecież to normalne co w tym dziwnego? Otóż właśnie nic!!! Tak naprawdę została zawarta umowa depozytu prawidłowego – (łac. depositum)– A skoro łacina to starożytny Rzym, bo właśnie tam stworzono prawo – które w największym stopniu wywodziło się ze zwyczajów, praktyki, doświadczenia, ustanawiane było z należytą starannością, rozwagą i ostrożnością przede wszystkim mając na uwadze – podstawowe normy – uniwersalne, niezmienne, etyczne, nierozerwalne z logiką relacji międzyludzkich i do tego będziemy dalej nawiązywać.
Rzymianie ustalili, że: umowa depozytu jest zawarta w dobrej wierze, na rzecz ruchomą, a rzecz ta jest konkretna – to futro i cały czas pozostaje naszą własnością i jest w pełni dostępna, a za swoją usługę szatniarzowi należy się opłata – bo to jego praca i jest odpowiedzialny za bezpieczne przechowywanie i jak ojciec rodziny – strzeże naszego futra z największą starannością.
 
Następnie mamy umowę depozytu nieprawidłowego. Wyobraźmy sobie, choć to karkołomny pomysł, że na ten sam koncert przyszło dziesięć kobiet w takim samym futrze i szatniarz pomyślał tak: potraktuję to jako jedno zadanie i zawiesił wszystkie na jednym miejscu. Podobnie jak powyżej z największą starannością dbał o czyjeś dobro ( łac. tantundem) ale w istocie każdej z pań było obojętne które futro otrzyma z powrotem skoro są identyczne, a dzięki temu szatniarz nie musiał marnować numerków. Podobnie jak wyżej po koncercie odebrały swoje futra i oddaliły się do domu.
 
Tą identyczną zawartość określono właśnie jako tantundem – to dobra określone co do gatunku – w przeciwieństwie do dóbr określonych co do tożsamości. Tantundem – to treść np. magazyn zboża, zbiornik ropy naftowej, skład tarcicy czy wreszcie sejf bankiera – dobra identyczne co do gatunku zostają zmieszane, nie da się odróżnić poszczególnych jednostek. Kiedy deponent przyjdzie odebrać dobro nie otrzyma tych samych jednostek ale otrzyma ekwiwalent jakości. Pani dostanie identyczne futro, a deponujący pieniądze nie otrzyma banknotów tych samych, które zdeponował ale takie same wartościowo. Ale co najważniejsze właścicielem futra, pieniędzy – był i jest nadal deponent!
 
Bezsensowne i bardzo kosztowne byłoby przechowywanie ropy, pieniędzy, futra w osobnych ponumerowanych sejfach, kontenerach, szatniach. Dlatego depozyt nieprawidłowy odgrywa bardzo ważną społeczną rolę. Ale najważniejsza różnica pomiędzy depozytem zwykłym, a nieprawidłowym jest taka, że w przypadku pierwszego gdy deponujemy rzecz to w przypadku działań siły wyższej depozytariusz nie jest odpowiedzialny za rzecz – np. deponujemy w skrytce w skrzyni obraz „Dama z łasiczką” – jest pożar i obraz spłonie – depozytariusz jeżeli dochował należytej staranności – nie odpowiada. Podczas gdy w przypadku depozytu nieprawidłowego depozytariusz jest odpowiedzialny nawet w przypadku działania siły wyższej – ponieważ depozyt nieprawidłowy posiada funkcję u b e z p i e c z e n i a od nieprzewidzianych zdarzeń i za to depozytariuszowi należy się wynagrodzenie! Bo go strzeże jak ojciec rodziny i udostępnia tantudem na żądanie deponenta.

 

A w finansach bank po prostu ma dbać o nasze zdeponowane środki, bez względu na to, jakie ma inne obowiązki wynikające z umów gospodarczo-prawnych. Ale czy Kowalski mówiąc, że założył lokatę czy też wpłacił na depozyt albo, że oszczędza na koncie, czy wiedział co tak naprawdę zrobił, bo wszystko co zrobił diametralnie się różni.
 
Kolejną umową jest umowa użyczenia (łac. commodatum) – użyczający przekazuje w dobrej wierze komodatariuszowi rzecz – za darmo! Która musi być zwrócona właścicielowi ( ta sama rzecz) w oznaczonym czasie. Przykładem może być udostepnienie przez panią futra – przyjaciółce, która chce wyjść z partnerem na koncert do filharmonii. Jasne jest, że pani pozostaje właścicielem futra, a przyjaciółka uprawniona jest do używania go zgodnie z jego przeznaczeniem – i dbania o nie jak o swoje własne do chwili oddania. Widzimy, że w przypadku pieniędzy umowa ta nie ma większego sensu.
 
Dla porządku wspomnę jeszcze o umowie komisu bo jest tam pewien ciekawy szczegół. Gdyby pani oddała do komisu przyjaciółce futro aby ta go sprzedała za np. 10 tyś. ( bo pani tyle chciała), a ta sprzedała go za 20 tyś. to i tak wszystko należy się pani ( minus prowizja) ponieważ nadal jest właścicielem futra – natomiast taniej przyjaciółka sprzedać nie może, a w trakcie trwania umowy – powinna należycie dbać o futro jak by to było jej.
 
Na koniec mamy najważniejszą umowę z naszej palety.
 
Umowa pożyczki* ( łac. mutuum) – Z definicji wynika, że jak pani pożycza przyjaciółce futro na określony czas, to po upływie tego czasu przyjaciółka ( i tu bomba!) powinna jej oddać nie to samo ( oczywiście może) ale takie samo futro ( rzecz oznaczoną co do gatunku – łac. tantundem – identyczną treść jakościową), ten istotny szczegół zdeterminuje dalsze nasze rozważania. Co to znaczy, że pani nawet jak przy zwrocie zobaczy, że to nie jej futro ale spełnia „poziom identyczności” musi je przyjąć i umowa wygasa. Ponieważ umowa pożyczki jest odpłatna, pani bierze za pożyczone futro od przyjaciółki wynagrodzenie i ponosi całkowite ryzyko, że przyjaciółka nie zapłaci za pożyczkę i nie odda futra. (umowa może być bezpłatna, ale to bez sensu, bo wówczas lepiej zrobić umowę użyczenia). Ale najważniejsze zdanie z całego artykułu będzie teraz : w umowie pożyczki rzecz pożyczona przechodzi n a w ł a s n o ś ć pożyczającego. Co to znaczy – a no to, że w istocie nie ma możliwości fizycznych i prawnych, aby pożyczający nie zrobił z pożyczoną rzeczą co mu się rzewnie podoba, jeżeli będzie miał taki kaprys! I popadając w skrajność nawet jak przyjaciółka spali pożyczone futro i odkupi identyczne to umowa jest i tak ok!
 
Ale bądźmy choć trochę poważni i wróćmy do finansów – w kontrakcie takim następuje przekazanie przez jedną stronę (klienta) określonej liczby jednostek pieniężnych drugiej stronie (bankowi) – pierwsza strona w całości przekazuje drugiej stronie własność i dostępność tych pieniędzy!
pcq
 
Może się wydawać trochę dziwne, że to bank jest właścicielem naszych pieniędzy na lokacie terminowej, czy depozycie, ale w istocie tak jest. Przestaniemy się dziwować jak odwrócimy sytuację, bo jak to my pożyczymy pieniądze od banku i zbankrutujemy to bank je straci bo stały się one naszą własnością i zrobiliśmy z nimi co chcieliśmy. Więc o co chodzi? Chodzi o to, że każda umowa lokaty terminowej czy jak ją błędnie powszechnie nazywamy depozytu – zgodnie z prawem jest umową pożyczki! Ale już trzymanie pieniędzy na rachunku (bez znaczenia czy oprocentowanym czy nie) zgodnie z prawem już nie – bo jest depozytem nieprawidłowym.
 
Tak, słyszę protesty, ale jak to? A tak to – bo wszystko się zgadza, za depozyt to my mamy płacić, bo druga strona jak ojciec rodziny, dba o nasze dobro i za to należy się jej wynagrodzenie, a my możemy spać spokojnie, ale jak pożyczymy komuś nasze pieniądze to my bierzemy kasę (odsetki) i zawsze powinniśmy mieś świadomość, że może już jest po nich…

 

Kluczowe jest zrozumienie faktu, że coś nazywamy potocznie czymś co w istocie może tym nie być. No ale jak mogło do tego dojść, że zakładając „lokatę lub depozyt” (teraz już wiemy, że cudzysłów być musi) to już nie są nasze pieniądze – no nieee coś tu musi być nie tak – TAK! Coś jest tu nie tak i to bardzo, bardzo. Dlatego przenieśmy się znów na chwilę do antiqua Roma i po kolei prześledźmy kto i kiedy i dlaczego wypatrzył tak sprawę, że nieświadoma pani nie wiadomo kiedy przestała być właścicielem futra.

Hmmm ale przed tym – jest jeszcze jedna nowoczesna „chyba umowa” jak ją tu nazwać – może: „Umowa kupna za pieniądze – nie pieniędzy, myśląc, że to pieniądze.” Tak to zakup kryptowalut – ale o tym kiedy indziej.

 

Teraz skoro już mamy wiedzę o co chodzi w powyższych umowach* , to możemy zobaczyć jak wypatrzono ich istotę i zafałszowano przeznaczenie.

 

Otóż jak już wspomniano w starożytnym Rzymie odkryto – uniwersalne zasady prawa i tu jeszcze raz warto je przypomnieć „Prawo rozumiane jest jako zespół norm i instytucji, do których w sposób stały, powtarzalny i uporządkowany w drodze ewolucji przystosowują się zachowania ludzi. Ta procedura odkrywania uruchamia zdecentralizowany proces prób i błędów, trwający całe pokolenia. W jego wyniku upowszechniają się wzorce działania, które pozwalają najskuteczniej eliminować z życia społecznego zjawiska niepożądane. Jest to świadomy, społeczny proces uczenia się przez naśladowanie, który wyjaśnia, w jaki sposób wzorce zachowań odkryte przez jednostki najbardziej twórcze i odnoszące największe sukcesy upowszechniały się w całym społeczeństwie. Ponadto te społeczności, które w wyniku owego procesu szybciej przyjmują udane zasady i instytucje, rozwijają się i zyskują przewagę nad innymi wspólnotami”. To, że starożytni Rzymianie to rozumieli, pokazuje historia rozkwitu ich imperium i upadku kiedy o tych zasadach zapomnieli.

 

Depozyt u nich oznaczał to, co oddano komuś do przechowywania (u nas pieniądze bankowi), stad też nazwa, że coś zostaje umieszczone – zpozycjonowane (łac. positus), przedrostek „de” wzmacnia to znaczenie, wskazując, że wszystkie obowiązki związane z ochroną rzeczy, spoczywają na tej osobie (bank) , która ją przyjmuje do przechowywania. My już wiemy, że mogą być dwa rodzaje depozytu prawidłowy ( rzecz oznaczona np. konkretny obraz) lub nieprawidłowy ( rzecz określona co do gatunku tantundem: ropa, skóry zwierząt, ale w naszych rozważaniach chodzi o pieniądze). W chwili złożenia depozytu otrzymujemy „kwit depozytowy” wiemy to ponieważ Rzymianie pisali:

 

„w tym liście spisanym moja ręką (bank), podaję do twojej wiadomości (klient), abyś wiedział, że sto monet, które powierzyłeś mi dzisiaj przez niewolnika”(hmmm pełnomocnika?) Stychona, zarządcę, pozostaje w moim posiadaniu (ale nie jest moje), natychmiast ci je wypłacę kiedy i gdzie zechcesz”
– czy może być jaśniejsze wyjaśnienie o co chodzi w depozycie pieniędzy?

 

Powtórzmy, pieniądze są moje i cały czas dostępne. Jaka była jeszcze jedna ważna cecha tej transakcji ? Była nią – tajemnica – do utrzymania której jedna i druga strona się zobowiązała – co to powodowało? Powodowało to, że nasze rzymskie ideały zostały wystawione na nie lada próbę. Bo skoro starożytni bankierzy (tu Grecja grała też dużą rolę), mogli dysponować mnóstwem depozytów za które dostawali co najwyżej kilka procent. Bankierzy mieli również swoje pieniądze (kapitały własne), które pożyczali na kilka-kilkanaście procent. Mieli też władzę i wpływy społeczne (pożyczali władcom i mogli ich narazić na utratę dobrego imienia), które skrzętnie wykorzystywali. A ponieważ transakcje depozytu były zwykle zawierane bez świadków to bankierzy rozumowali tak:

 

W Grecji logograf Isokrates ( pracował w banku w „okienku”) znajomy Sokratesa, wyjaśniał, że klient złożył w depozycie w banku Pasiona wielką kwotę pieniędzy i kiedy postanowił wycofać swoje pieniądze, wtedy bankier stwierdził, że : „ akurat teraz nie ma funduszy i nie może ich zwrócić” i publicznie zaprzeczył, aby przyjmował depozyt od klienta Isokratesa. Klient relacjonuje –

„nakrywszy głowę, płakał i mówił, że trudności finansowe zmusiły go do wyparcia się mojego depozytu, lecz wkrótce spróbuje zwrócić mi pieniądze, prosił mnie, abym miał nad nim litość i pomógł mu utrzymać jego trudne położenie w tajemnicy, aby nie stało się jawnym, że przyjąwszy depozyt popełnił oszustwo.” *

To jeden przykład, których już w tamtym czasie można było znaleźć wiele, ale wielką różnicą między starożytnymi, a współczesnymi było to, że publicznie zaprzeczali ale mieli całkowitą świadomość swojej winy. Bo wiedzieli, że nie byli dobrymi ojcami rodziny, bo zamiast dbać o tantundem, pożyczali nie zgodnie z umową cudzą własność na procent oddając ją innym (obciążając ryzykiem) i w razie co niczym nie ryzykowali, ale całe zyski* brali dla siebie ( dziś to levar – dźwignia, ROE – przejaw „dobrego zarządzania i przedsiębiorczości”). To pierwsza, główna i ostatnia geneza przyczyny bankructw wszystkich banków do dziś.
 
pcq
Wyobraźnia pozwala nam przenieść się do późnego średniowiecza – zobaczyć jak wyglądała bankowość depozytowa w śródziemnomorskiej Europie (a więc spadkobierczyni antiqua Roma) bo tu zadziało się to, co do dziś istnieje w pełnej formie.

 

W odradzającej się XIII w. Europie, łamiąc reguły, banki zaczęły wykorzystywać pieniądze deponentów co było genezą powstania bankowości (trwającej do dziś) opartej na rezerwie cząstkowej. Obecnie historycy uważają, że było to najważniejsze wydarzenie w historii bankowości. Królowie i rządy ówczesnej Europy byli pierwsi do korzystania z tej – powiedzmy to wprost – oszukańczej bankowości.

 

Po prostu bankom za milczącą akceptacją przyznano przywilej wykorzystywania pieniędzy deponentów dla państwowych celów – dla pozoru powoływano banki rządowe np. w tym tylko celu został utworzony Bank Depozytowy Barcelony – Taula de Canvi, banki Medyceuszów i szereg banków we Florencji w XIV w. Dodatkowo, wypatrzeniu istoty depozytu walnie przyczynił się ówczesny Kościół. Średniowieczny zakaz pobierania odsetek skutecznie wszystko skomplikował, bo co mieli robić biedni bankierzy wnoszący istotny wkład w rozwój gospodarki, kiedy od pożyczanych pieniędzy (nie swoich – depozytów) nie mogli pobierać odsetek. Tu warto nadmienić, że ówczesny judaizm, chrześcijaństwo i islam zgodnie zakazywały lichwy (czyt. pobierania odsetek w o ogóle – nie tylko „zbyt” wysokich), z jednym małym szczegółem, który na zawsze zmienił bieg historii. Otóż Żydzi nie mieli zakazu pożyczania innowiercom pieniędzy na procent, co już teraz nam wyjaśnia dlaczego ówcześnie i teraz – właśnie oni stanowią, większość bankierów i finansistów w świecie chrześcijańskim. No ale kościół i bankierzy nieżydowscy tego tak nie mogli zostawić. Więc pożyczali nie swoje – depozyty, a w celu obejścia kanonicznego zakazu pobierania odsetek, a proceder zamaskowano tak:

 

Formalnie zawierano umowę zwykłego depozytu – właścicielem pieniędzy pozostaje klient i ma dostęp do tantundem, ale w istocie (nieformalnie*) zawierano umowę pożyczki (klient nie jest już właścicielem kasy i może wszystko stracić). Deklaracja ta stanowiła element zatajania, trafnie nazwanej – depositum confessatum. Był to udawany depozyt, który wbrew deklaracjom obu stron był pożyczką, ponieważ w umowie uzgodniono, że na końcu okresu (zapadalności) „depozytariusz” wypłaci „deponentowi” taką samą kwotę – czyli bez odsetek i wszystko jest git! Ale kiedy rzekomy deponent przychodził do rzekomego depozytariusza, ten mu mówił, że nie ma jego pieniędzy ale za to będzie miał jutro. No to ten deponent żądał kary (np. 8% za rok), którą depozytariusz wraz z kapitałem mu wypłacał unikając jakże surowych kościelnych kar. Prawo nie było złamane, a obie strony rozchodziły się zadowolone – czyżby?
 

Tylko, że ówcześni niedeponenci nie zorientowali się, że właśnie depositum confessetum pogrzebało blisko 1500 lat, klarowności i czystości depozytu nieprawidłowego, jaki wykształciła kultura rzymska. Niestety wprowadzony zamęt trwa do dziś – po prostu przestano rozróżniać depozyt pieniężny (tantundem) od pożyczki (mutuum) , ale my już wiemy, że różnią się diametralnie.

 

Od tego czasu, zaczął, się rodzić system bankowy oparty na rezerwie cząstkowej – obowiązujący do dziś.

 

Banki z czasem uznały, że zachowując tylko część złożonych depozytów jako „bezpieczną rezerwę”, będą mogły zrealizować żądanie wycofania środków wyrażone przez deponentów, ponieważ założono, że w normalnych warunkach prawdopodobieństwo, że klienci będą chcieli wycofać kwotę przekraczającą margines bezpieczeństwa, czyli obecnie stopę rezerw obowiązkowych (obecnie w Polsce to 3,5%* – najwyższa od kliku lat). Ale zagłębmy się w to bardziej – deponuję 100.000, bank zostawia rezerwę 3.500, pożycza 96.500 na 10% czyli ja „mam” (w rzeczywistości już nie) 100.000 a ktoś dostał 96.500 czyli razem jest 196.500. Ale to dalej jest mało. Więc bank robi to tak, że pożycza moje 96.500 innemu bankowi, ten zostawia 3,5% i pożycza następnemu itd. W efekcie zostaje wytworzony z 100.000 – kredyt o wartości 100.000/0.035 = 2.857.142 od którego banki mogą pobierać odsetki np. 10% czyli 285.714 od 100.000 czyli… nieskończony zwrot z kapitału. Tak to wszystkim znany, bądź nie, mnożnik kreacji pieniądza – jak nasz NBP chce zmniejszyć podaż pieniądza to jednym z instrumentów jest stopa rezerw obowiązkowych* – podwyższa, to obniża podaż pieniądza i vice versa. Wróćmy na chwilkę do „Rzymu”, ale do lat 90-tych XX w. Wtedy we Włoszech stopa rezerw obowiązkowych wyniosła 0,000001%. Tak, tak mnożnik kreacji pieniądza był „nieskończony”, banki mogły udzielać dowolnej ilości pożyczek sobie nawzajem na zakup obligacji od państwa zadłużając kraj, ale sprytnie pozabilansowo zmniejszając deficyt* i finansując potrzeby „króli”, jak kiedyś Rzymianie i Medyceusze, czego skutki Włoch odczuwają do dziś.
 
Wszystko funkcjonuje dobrze dopóki bank podsyca wiarę, że przez dłuższy okres zapewnia pieniądzom „nieskazitelną” ochronę i „bezpieczne” przechowywanie oraz nie dopuszcza do jakiegokolwiek sprzeniewierzenia.
 
Warto tu jeszcze przytoczyć przykład, „nienormalnego” jak na nasze czasy banku Amsterdamskiego, który działał 1609-1820 w taki sposób, że depozyty przechowywał w całości w sejfach, a lokaty terminowe nazywał pożyczkami dla banku i klient doskonale wiedział na co się pisze, że depozyt jest jego i cały czas dostępny, a jak pożyczy = założy lokatę terminową to już nie jego pieniądze i jest ryzyko, że wszystko straci i na to się godził – ale też zarabiał. Przez ten okres, kiedy bank stosował powyższe zasady klasyfikacji umów nie miał żadnych kłopotów ze zwrotem depozytów. Cieszył się wielkim prestiżem i wielu opiewało jego działalność, a Adam Smith w książce „Badania nad naturą i bogactwem narodów” pisał:

 
„Bank Amsterdamski wyznaje zasadę, by nie wypożyczać nawet drobnej części złożonych tam depozytów i by dla każdego guldena, na który otwiera kredyt w księgach, mieć w tym skarbcu pokrycie w pieniądzach albo w kruszcu. Nie ulega wątpliwości, że bank trzyma w skarbcu kruszec i wszystkie pieniądze, na które istnieją kwity o nie wygasłej mocy, o które w każdej chwili może się upomnieć i które faktycznie opuszczają bank nieustannie, aby znów doń wrócić (…) A jednak w Amsterdamie żaden artykuł wiary nie jest tak mocno ugruntowany, jak to że każdy gulden, jaki obiega w postaci pieniądza bankowego, pokryty jest złotym lub srebrnym guldenem, który znajduje się w skarbcu bankowym.”

 

I komu to przeszkadzało, a no przeszkadzało – przede wszystkim ludzkiej chciwości, bo w tatach 80-tych, ten jakże szanowany bank rozpoczął łamać „rzymskie” zasady. Naruszył podstawowe zasady bezpieczeństwa i początkowo ma się rozumieć na „szlachetne” ( czyt. rządowe) cele przeznaczył około 75% nie swoich depozytów, czyli ówczesna stopa obowiązkowej rezerwy wyniosła 25% ( a dziś pisząc te słowa sic! w Polsce wynosi 3,5% i jest uważana za baaardzo wysoką). Naruszył zasady depozytu i kredytu i w konsekwencji po 1820 roku skurczył się do nieistotnych rozmiarów i przestał działać. (dzisiejsze resolution).

Od tej pory w bankowości następował choć karkołomny, to udany proces „prawnego” uzasadnienia nazywania rzeczy nie po imieniu i tak np. w 1848 roku Sędzia Lorda Cottenhama doszedł do „nierzymskiego” wniosku i w wyroku uzasadniał:

„pieniądze powierzone pieczy bankiera są pod każdym względem pieniędzmi bankiera, który może robić z nimi to co zechce. Wykorzystując je, wcale nie jest winien naruszenia zaufania. Nie jest odpowiedzialny wobec swojego mocodawcy, gdy naraża je na ryzyko, angażując się w przygodne spekulacje; nie ma obowiązku przechowywać ich lub zajmować się nimi tak, jak własnością mocodawcy, lecz jest oczywiście odpowiedzialny za kwotę, ponieważ zgodził się w umowie, że po przyjęciu pieniędzy spłaci mocodawcy na życzenie sumę równoważną tej, jaka została mu wręczona”.

Skoro takie było podejście to już teraz wiemy jak szatniarz stał się właścicielem futra pani – która nadal myśli, że futro jest jej własnością – straszne, ale to dziś zupełnie „normalne”.
Teraz też możemy dokładniej zrozumieć jeszcze jeden aspekt, że jeżeli bank traktowałby depozyty jako własność klienta, to nigdy nie mógłby zbankrutować! Bo mógłby stracić tylko swoje pieniądze pożyczone innym (kapitały własne), lub pożyczone innym środki klientów którzy zawarli z bankiem umowę pożyczki i pobierali od tego wynagrodzenie, a jak by deponent przyszedł po swoje pieniądze to by je zawsze otrzymał.

 

Podsumowując: Nieusuwalne różnice pomiędzy depozytem, a pożyczką wynikają z odmiennych celów obu umów. Z jednej strony umowa pożyczki (kredytu) zawsze zakłada wymianę dóbr dzisiejszych, do których pożyczkodawca traci dostęp, na dobra przyszłe, które pożyczkodawca musi zwrócić wraz z dodatkowa kwotą – odsetek tytułem opłaty za uniknioną utratę dostępności dóbr dzisiejszych z chwilą przeniesienia ich z pożyczkodawcy na pożyczkobiorcę. Z drugiej strony w przypadku nieprawidłowego depozytu pieniężnego przyczyna i cel są inne. Nie dochodzi tu do wymiany dóbr dzisiejszych na dobra przyszłe, a deponent nie ma najmniejszego zamiaru utracić bezpośredniej dostępności do zdeponowanych dóbr. A więc zasadniczym elementem umowy depozytu nieprawidłowego nie jest, jak w przypadku pożyczki, przeniesienie dostępności, lecz ochrona i bezpieczne przechowywanie tantundem, które stanowią prawdziwą przyczynę i główny cel skłaniający Kowalskiego do zawarcia umowy.
 
Czy gdyby Kowalski zdawał sobie sprawę, że umowa jaką zamierza podpisać jest umową pożyczki nazwaną lokatą lub depozytem, za pomocą której udzieli pożyczki i przekaże bankowi na własność swoje środki, a zatem nie będzie miał już dostępu do pieniędzy, czy wówczas również zawarł by tą umowę tak, jakby chodziło o depozyt, czy może zdecydował by się zatrzymać swoje pieniądze (dygresja – czy widzimy tu analogię?, że jakby milion polskich rodzin wiedziało, że podpisują umowę – jasno opisaną w literaturze fachowej jako amortyzowany SWAP walutowy, to czy wówczas też podpisały by umowy tak zwanego „kredytu” wypłaconego w PLN, a spłacanego w CHF).
 
I już na koniec:
 
1. Futro z norek – deponuje prawidłowo = mam gwarancję, że będzie bezpiecznie przechowywane, że oddadzą mi to same nie naruszone futro, że mogę go odebrać w każdym momencie, za tą gwarancję bezpiecznego przechowywania deponent pokrywa koszty – to ja płacę za depozyt. Ale uwaga w przypadku działania siły wyższej (np. pożar) depozytariusz (szatniarz) nie jest odpowiedzialny za powierzoną rzecz.
Analogia do pieniędzy to tak jakbyśmy wynajęli skrytkę w banku i umieścili w niej nasze pieniądze, zawsze na nasze żądanie mamy dostęp do jej zawartości, a bank gwarantuje nam należytą ochronę skrzynki.

2. Deponuje nieprawidłowo (łac. tantundem) – gwarantują mi, że oddadzą mi futro inne ale w takim samym stanie jak moje, za tą usługę ja płacę.

3. Pożyczam- nic mi nie gwarantują mogą go zniszczyć i nic nie oddać, ale za pożyczenie futra mam kasę – odsetki.

4. Lokuje = pożyczam !!! – nic mi nie gwarantują mogą go zniszczyć i nie oddać, ale za pożyczenie futra mam kasę- odsetki.

5. Użyczam – nie gwarantują mi nic ale mają mi oddać to samo futro albo odszkodowanie, użyczam za darmo!

6. Oddaje do komisu – sprzedają za tyle co chcę nie mogą za 2x więcej,

7. Wpłacam na rachunek – futro wisi u mnie w szafie, nic nie płacę i nic mi nie płacą – to depozyt nieprawidłowy …

8. Kupuję kryptowalutę – futro wisi na obrazku na stronie www. mogę go wymienić na płaszcz lub garsonkę – jak znajdę chętnego, a potem znów na nasze futro i tak w kółko dopóty dopóki jest wiara w tą wymianę. Ale de facto futro nie istnieje😊jest tylko wiara w to, że istnieje.

Jeżeli na koniec po przeczytaniu tego artykułu drogi czytelniku nadal jesteś sceptyczny co do omawianych kwestii – to ja już nie wiem…albo wiem, jest jeszcze jedno – ostateczne rozwiązanie – zapoznać się z bilansem dowolnego banku, ale lojalnie ostrzegam futra tam nie znajdziesz jedynie może tylko trochę sierści.

 

 

Opracowanie

Ryszard Żabiński
Doradca Inwestycyjny CIIA
Prosper Capital Dom Maklerski S.A.

Kontakt