EURO2020 okiem Analityków PCDM – część 8
Udostępnij:

EURO2020 okiem Analityków PCDM – część 8

Z perspektywy ,,długiego trwania” nasi dzisiejsi rywale, a zarazem zamorscy sąsiedzi, mogą uchodzić za zdecydowanego faworyta. Szwecja to jeden ze starszych związków piłkarskich na świecie (założony w 1904 r.). Kraj posiadający w swym dorobku tytuł Wicemistrza Świata (1958 r.), dwa brązowe medale  trzeciej drużyny globu (1954, 1994) oraz taki sam krążek z Mistrzostw Europy (1992 r.). Zarówno pierwszy, jak i ostatni z wymienionych laurów przypadł w udziale reprezentacji królestwa ,,Trzech Koron” wtedy, gdy Szwecja była gospodarzem obu tych imprez, co z punktu widzenia futbolowych tradycji jest jakby też wartością samą w sobie.

 

Nie mniejsze z punktu widzenia piłkarskich tradycji znaczenie ma również to, że klubowi przedstawiciele tego kraju odnosili spektakularne sukcesy w europejskich pucharach. Drużyna IFK   Göteborg dwukrotnie (sezony: 1981/1982 oraz 1986/1987) sięgnęła po Puchar UEFA pokonując w finałach tych rozgrywek najpierw Hamburger SV (1:0 w Göteborgu, 3:0 w Hamburgu), a następnie szkockie Dundee United (1:0 w Göteborgu, 1:1 w Dundee). Poza tym w 1979 r. ekipa Malmö FF dotarła do finału Pucharu Klubowych Mistrzów Europy, czyli odpowiednika dzisiejszej Ligi Mistrzów, ulegając nieznacznie kultowej drużynie Nottingham Forest (0:1).

 

Nic zatem dziwnego, że bilans naszej rywalizacji z reprezentacją Szwecji obejmujący okres 1922 – 2004 jest mocno niekorzystny: 26 spotkań, 8 zwycięstw Polski, 4 remisy, 14 porażek, bramki 37 – 56. Zdecydowana większość tych meczy miała charakter towarzyski lub toczyła się z marnym dla nas skutkiem w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata (1989 r.) lub Europy (lata 1999, 2003) i przypadała na okres posuchy w polskiej piłce nożnej. Na turnieju rangi mistrzowskiej Polska zmierzyła się ze Szwecją tylko raz w trakcie pamiętnych dla nas Mistrzostw Świata w 1974 r., a tamten mecz stał się jednym z legendarnych. Zwycięska bramka Grzegorza Laty na 1:0, obroniony przez Jana Tomaszewskiego rzut karny (Steffana Tappera) i nie mniej ekwilibrystyczna robinsonada naszego bramkarza ratująca ,,Biało – Czerwonych” przed samobójczym golem Władysława Żmudy. Przez lata utarło się, że tamto wymęczone w  sumie zwycięstwo nad Skandynawami było efektem słabszej nieco dyspozycji Polaków oraz rezultatem stylu gry rywala, który ,,nam nie leżał”. Jeśli tak to nie leżał tylko nam. Szwedzi przywieźli wówczas na mistrzostwa znakomitą drużynę, która w fazie grupowej zremisowała z fenomenalnie grającą Holandią (0:0), w drugiej rundzie pokonała Jugosławię (2:1) oraz napędziła wiele strachu drużynie późniejszych Mistrzów Świata – RFN, prowadzą z nią do przerwy 1:0, a na 15 minut przed końcem remisując 2:2, by ostatecznie przegrać 2:4. Gdyby ów remis utrzymał się do końca, to w sławnym ,,meczu na wodzie” z Niemcami, wystarczałoby by nam nie przegrać, aby zagrać  o złoty medal Mistrzostw Świata z Holandią.

 

Jeśli więc po 47 latach ponownie spotykamy się ze Szwedami na turnieju rangi mistrzowskiej, i z nią wygramy, to może tak jak w 1974 r. ów ,,skandynawski przystanek” będzie etapem do dokonanie przez ,,Biało – Czerwonych” czegoś doprawdy historycznego.

 

 

Kontakt