Makroekonomiczna i rynkowa refleksja w środku lata
Udostępnij:

Makroekonomiczna i rynkowa refleksja w środku lata

Po siedmiu miesiącach roku, w którym pojawił się ,,Czarny Łabędź”, choć najbardziej znany ,,operator” tej metafory naszych czasów – Nassim N. Taleb, akurat pandemicznego kryzysu nie postrzega w tych kategoriach. Wyraźnie dystansując się od utożsamiania nieprzewidywalności z ignorancją wobec sygnalizowanych zawczasu zagrożeń, to na gruncie gospodarki i rynków finansowych skojarzenia skutków COVID – 19 z czarnołabędziową optyką nasuwają się już niejako same przez się. Tym bardziej, że zaistnienie takiej sytuacji znajdowało się absolutnie poza katalogiem formułowanych u progu każdego roku społeczno – ekonomicznych zagrożeń. Także tych ,,szokujących” w których od lat celują eksperci kopenhaskiego Saxo Banku.


Dziś natomiast już wiemy, że wiosenne unieruchomienie vel tzw. lockdown skutkował historyczną makroekonomiczną zapaścią globalnej gospodarki. W przypadku jej największego gracza , czyli Stanów Zjednoczonych PKB w II kw. br. skurczył się o prawie o jedną trzecią, tj. o –32,9 %. Regres tego rzędu w USA nigdy wcześniej nie miał miejsca, co najmniej od 1875 r., gdyż do tego okresu zdołano zweryfikować porównywalne dane statystyczne. Bezprecedensowe, choć już w mniejszym zakresie – tąpnięcie wystąpiło w Republice Federalnej Niemiec. Nasz najważniejszy partner handlowy, będący czwartą co do wielkości gospodarką świata i największą w Europie, odnotował w II kw. spadek PKB o –10,1 %, i był on najgłębszy od 1970 r., bo dotąd akurat sięgają początki kwartalnych pomiarów aktywności makroekonomicznej w tym kraju.  


Załamanie o podobnej skali najprawdopodobniej nie powinno się już powtórzyć, przynajmniej w perspektywie kilku następnych kwartałów, niemniej recesja światowej gospodarki jest w tym roku przesądzona. Jeszcze na początku poprzedniego miesiąca nie brakowało opinii, iż w drugim półroczu możliwe będzie dynamiczne ożywienie koniunktury, symbolizowane powszechnie sygnowanym znakiem w kształcie litery V, lecz niestety. Aktualnie ów symbol dynamicznie odradzającej się prosperity w najbardziej adekwatny sposób oddaje odbicie krzywej ilości koronawirusowych zachorowań oraz zgonów w trakcie ostatniej dekady lipca.


Tymczasem Joseph E. Stiglitz, napisał niedawno (Project Syndicate), że oczekiwanie w br. na koniunkturalną trajektorię w typu ,,V”, to nic innego jak czyste fantazjowanie. Ponieważ po pandemii gospodarka światowa pozostanie anemiczną. Tak w krajach, które nie poradziły sobie z COVID -19 (tu w pierwszej kolejności wskazał na USA), jak i tych, które dotychczas skutecznie z wirusem się uporały. Z makroekonomicznego punktu widzenia, pisze dalej noblista, możemy spodziewać się dalszego spadku tempa konsumpcji gospodarstw domowych i wydatków przedsiębiorstw oraz licznych wysp bankructw. ,,Jednocześnie mikroekonomia mówi nam, że wirus działa jak druzgocący podatek od czynności obejmujących bliski kontakt
z ludźmi”.


Z ostatniej projekcji Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że do końca 2021 r. światowa gospodarka będzie niewiele większa niż pod koniec 2019 r., zaś gospodarki narodowe Stanów Zjednoczonych i Strefy Europy mogą pozostać mniejszymi niż w ubiegłym roku, i to nawet o kilka procent. Zatem scenariusz typu ,,U” wydaje się tu może nie tylko najbardziej prawdopodobny, ale z perspektywy zbliżającej się szybko jesieni chyba też nie najgorszym. Ponieważ uwzględnia on zapewne również skutki selektywnych, a nie powszechnych, jak miało to miejsce wiosną – lockdownów.

 

Tabela 1. Wzrost PKB gospodarki światowej oraz wybranych krajów w 2019 wraz z prognozą
                 na lata 2020 – 2021 (w %)

 

źródło: Międzynarodowy fundusz Walutowy; *kontrybucja w światowy PKB na podstawie danych za 2019 r.

 

Po pierwszej połowie br., a zwłaszcza po drugim kwartale w którym ,,szeroki” światowy rynek akcji, w przeciwieństwie do ,,Main Street” imponował niesłychaną dynamiką wzrostową
utożsamiającą akurat odbicie w kształcie ,,V”, można było odnieść wrażenie, że inwestorzy spisawszy recesyjny rok 2020 na straty, są już w roku następnym. Tym zaś, co zapewniać miało im komfort myślenia takimi właśnie kategoriami to ogólnoświatowa – ultra ekspansywna polityka monetarna.


Nie ulega również wątpliwości, że nie mniej istotnym akceleratorem dla tego, jakby nie było zdumiewającego parcia na globalne parkiety, było uprzednie głębokie (koronowirusowe) przeceny walorów. Niemniej w obliczu praktycznie ujemnych realnych stóp procentowych, to przecież przede wszystkim akcje, obok niektórych towarów, stanowiły zasadniczą alternatywą inwestycyjną. Swoistym synonimem tego wszystkiego co wydarzyło się na światowych parkietach pomiędzy marcem a czerwcem br., a zarazem być może stało się też zwiastunem nadchodzących czasów był tzw. ,,efekt Robinhooda”. Tak bowiem nazywa się internetowy broker z Kalifornii, który zrobił furorę wśród giełdowych millenialsów, a swymi bez kosztowymi (choć nie do końca jest to prawdą) prowizjami wywołał rewolucję wśród amerykańskich
(i nie tylko) działających online – firm maklerskich. Skutkującej m.in. zapowiadanymi fuzjami np. Charlesa Schwaba z TD Ameritrade, czy niemieckiego Flatexa z amsterdamskim, znanym także w Polsce, brokerem dyskontowym Degiro.


Z drugiej strony, nie jest też tak, że rynki akcji miałyby być ,,skazane” na beztroskie hulanie do woli. Kto się z tym nie zgadza powiem chociażby przyjrzeć się rozkładowi lipcowych stóp zwrotu z najważniejszych indeksów globu. O ile zdecydowana supremacja amerykańskiej technologii nie budzi większych wątpliwości, to imponujące zachowanie się obu najważniejszych południowoamerykańskich indeksów może już zastanawiać. Zwłaszcza tego argentyńskiego, gdy kilkudziesięciu wybitnych uczonych ze świata ekonomii, w tym paru noblistów, staje publicznie w obronie tego kraju i jego długów, o których spłacalność toczą się rozprawy w amerykańskich sądach.


Uspakajającą w tym wszystkim może być do pewnego stopnia ocena sytuacji Marca Fabera. Zdaniem tego szwajcarskiego ,,ikonoklasty” współczesnych rynków finansowych oraz wydawcy wielce poczytnego biuletynu inwestycyjnego ,,Bloom Boom Doom”, nawet jeśli gospodarka światowa pozostanie na dłużej w fazie spowolnienia, a walory liderów dzisiejszych notowań z czasem zaczęłyby się obsuwać, to interwencje rządów i banków centralnych powinny przyczynić się do utrzymania „szerokiego rynku” na relatywnie stabilnym poziomie.

 

Skądinąd Andre Kostolany, ów wielki w krajach niemieckojęzycznych Dżentelmen Giełdy (,,Grandsegneur der Borse”), zwykł porównywać relacje pomiędzy gospodarką a giełdą, do tych jakie zachodzą w trakcie spaceru pomiędzy psem a jego właścicielem spaceru. Pies (giełda) raz biegnie przed właścicielem (gospodarką), raz za nim, z czasem jednak będą szli obok siebie. Nie powinno dziwić kiedy w obecnych pełnych niewiadomych okolicznościach, ktoś perspektywę tego co czeka nas na jesieni wyrazi nie znakiem literowym, lecz symbolem pierwiastka:. Tak czy inaczej niedługo zobaczymy…

 

Tabela 2. Stopy zwrotu z najważniejszych indeksów światowych w wybranych okresach 2020 r.
                 (stan na 31 lipca 2020 r.)  

 

źródło: LME, SHFE, Bloomberg

 


Wojciech Kowalski
Wiceprezes Zarządu
www.pcdm.pl

 

 

 

 

 

Kontakt